reklama

Piła. Będzie proces za śmiertelny wypadek szybowców podczas Mistrzostw Polski. Oskarżony pilot nie przyznaje się do winy

Agnieszka ŚwiderskaZaktualizowano 
Szczątki szybowców spadły na miasto Fot. Archiwum TP
Najbardziej feralne w historii Szybowcowe Mistrzostwa Polski sprzed 4 lat znajdą w końcu swój finał w sądzie. W ciągu dwóch dni doszło wtedy w Pile do dwóch wypadków szybowców. W jednym z nich zginął 50-letni pilot. Śledztwo w obu przypadkach skończyło się aktem oskarżenia. Pilot oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku nie przyznaje się do winy. Drugi oskarżony dobrowolnie poddał się karze.

Wypadki lotnicze zdarzają się rzadko. Dwa wypadki lotnicze na jednej imprezie do czasu 4. Szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie 15 m rozgrywanych w Pile w 2014 roku nie zdarzyły się nigdy wcześniej w historii.

Pierwszego dnia zawodów, 31 maja, w okolicach jeziora Jelonki zderzyły się szybowce, ale piloci zdążyli się katapultować. Dzień później, 1 czerwca, wydarzyła się tragedia: w zderzeniu szybowców zginął 50-letni pilot, Robert R., a o śmierć otarł się 41-letni pilanin, na którego spadły kawałki szybowca. Po czterech latach od tamtych wydarzeń obie sprawy znajdą teraz swój finał w sądzie. Najpoważniejsze zarzuty dotyczą oczywiście wypadku z 1 czerwca. Zbigniew S., pilot i instruktor szybowcowy z Piły jest oskarżony o to, że nieprzepisowo wleciał do komina termicznego, co doprowadziło do tragedii.

Komin termiczny to nic innego jak pionowy, wznoszący się prąd powietrzny, w którym krążą szybowce nabierając wysokości; to ich “silnik”. Jedna z podstawowych zasad, które obowiązują w sporcie szybowcowym brzmi, że do krążących w kominie należy dolatywać po stycznej, czyli od strony ogona, a kierunek krążenia wyznacza szybowiec już w nim krążący.

Pilot prawdopodobnie wyskoczył zbyt nisko nad ziemią i nie zdążył już otworzyć spadochronu

Według biegłego z zakresu wypadków lotniczych, nota bene jednego z najbardziej znanych w Polsce ekspertów w tej dziedzinie, Zbigniew S. złamał tę zasadę wlatując do środka komina. Leciał prosto, tymczasem krążący w lewo szybowiec Roberta R. wznosił się do góry. Na wysokości około 980 metrów doszło do zderzenia. Zbigniew S. ratował się skokiem ze spadochronu. Robert R. spadł na maskę samochodu. Zginął na miejscu. Dlaczego nie otworzył spadochronu? Sprzęt był sprawny. Zdaniem biegłego od spadochroniarstwa pilot prawdopodobnie wyskoczył zbyt nisko nad ziemią i nie zdążył już otworzyć spadochronu.

Szczątki szybowców spadły na miasto. Na ulicy Sikorskiego jeden z fragmentów omal nie zabił 41-letniego pilanina, który szedł akurat do pracy. Doznał licznych złamań czaszki. Nie przeżyłby, gdyby nie walka lekarzy o jego życie.

Zbigniew S. nie zgadza się z opinią dotyczącą przyczyn wypadku. Twierdzi, że nie wleciał w żaden komin, bo żadnego komina nie było. Musiałyby w nim być inne krążące szybowce, a on jak twierdzi, był sam w tej przestrzeni. Biegły w uzupełniającej opinii zmiażdżył jednak jego linię obrony: komin był i Zbigniew S. w niego wleciał. Gdyby nie wleciał, nie doszłoby do wypadku. Z kolei wlatując w ten sposób nie miał szans uniknąć zdarzenia. Na kilkanaście sekund przed wypadkiem nie widział już szybowca Roberta R., który był pod nim. Było to fizycznie niemożliwe: w kabinie szybowca pilot zajmuje pozycję półleżącą, co w połączeniu z samą konstrukcją szybowca znacznie ogranicza pole widzenia. Co mógł zrobić? Odlecieć od komina albo wlecieć w niego w taki sposób, żeby widzieć inne szybowce. Tego jednak nie zrobił i dlatego trafił na ławę oskarżonych.

Biegły zmiażdżył linię obrony oskarżonego: komin był i Zbigniew S. w niego wleciał

Robert R. też nie był całkowicie bez winy. Nie da się bezpiecznie wykonywać lotu nie obserwując tego, co się dzieje wokół. 50-letni pilot, który miał lepszą widoczność niż Zbigniew S., powinien zauważyć szybowiec, który miał nad sobą. To, że się z nim zderzył, wskazuje zdaniem biegłego na to, że najprawdopodobniej w ogóle go nie widział. Albo zauważył, ale podjął złą decyzję próbując wyjść cało z opresji. Złą albo spóźnioną.

Ani jego szybowiec, ani szybowiec Zbigniewa S. nie były wyposażone we Flarm - system ostrzegania o ewentualnej kolizji. Nie ma jednak żadnej pewności, że udałoby się wtedy uniknąć wypadku. Szybowce, które zderzyły się dzień wcześniej, miały włączony Flarm. Ani w jednym, ani w drugim nie zadziałał. Nie udało się ustalić dlaczego zawiódł. Rafał W., pilot z warszawskiego Aeroklubu, który został oskarżony o spowodowanie wypadku z 31 maja obwinia częściowo właśnie Flarm. Osłabia bowiem czujność pilotów. Według biegłego, przyczyną pierwszego wypadku był brak zachowania bezpiecznej odległości między szybowcami, a winę za to ponosi Rafał W., który nie dość uważnie obserwował przestrzeń wokół siebie. 54-letni pilot przyznał się do winy. Wniosek prokuratora to warunkowe umorzenie postępowania na dwuletni okres próby.

Szybowce miały włączony Flarm. Ani w jednym, ani w drugim nie zadziałał

Żadnej natomiast winy nie ponosi organizator mistrzostw, Aeroklub Ziemi Pilskiej. Wcześniej padały zarzuty, że szybowce nad miastem mogły stwarzać zagrożenie dla mieszkańców. Takim samym jednak zagrożeniem są samoloty przelatujące nad Poznaniem czy Warszawą.

O obu przypadkach postępowanie prowadziła również Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Do tej pory jest gotowy tylko raport końcowy dotyczący pierwszego wypadku z 31 maja 2014 roku. Komisja stwierdziła, że przyczyną wypadku było nieprawidłowo prowadzona obserwacja przestrzeni powietrznej przez pilotów w trakcie lotu. Obu pilotów, a nie tylko jednego. 50-letniemu wtedy pilotowi z Warszawy brakowało jednak doświadczenia, co wytknęła mu Komisja: na tym typie szybowca wykonał przed zawodami w Pile zaledwie cztery loty.

Po tym wypadku - mimo, iż system wczesnego ostrzegania o ewentualnej kolizji nie zadziałał, Komisja wprowadziła zapis do Regulaminu Zawodów Szybowcowych o obowiązku wyposażenia i korzystania z systemu Flarm przez wszystkie szybowce.

Prognoza pogody na wtorek:

źródło: vivi24/x-news.pl.

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3